przez niektórych zwana Sierszanką. Architekt pogniewany na architekturę, fotografik szukający ludzi, absolwentka Wydziału Architektury Politechniki Gdańskiej i laureatka pewnego konkursu. Współpracownik Teatru Miejskiego im. W. Gombrowicza w Gdyni. Pracowity leń, niereformowalny wolny strzelec z awersją do stałych godzin pracy i urzędów, przywiązuje niezwykłą wagę do pewnego czerwonego auta wbrew wszystkim i wszystkiemu łącznie z wyżej wymienionym, które za wszelką cenę stara się ją do siebie zniechęcić. Od lat bezskutecznie. Histerycznie wręcz obawia się utraty najważniejszego narzędzia pracy - wzroku, więc o oczy dba. Po dłuższej chwili zastanowienia dochodzi do wniosku, że fotografia nie służy do tego by o niej mówić czy pisać. nie-wesołe. to cykl dla niej nietypowy, bo bez "żywego ducha", czyli nieludzki...(?) Chociaż. może usłyszycie w nim uśpione śmiechy dzieci...
oraz
Zawód: aktor. Przyznaje, że aktorstwo to jego największy zawód życiowy... większy od zawodów miłosnych. Zdjęcia robi od dziewiątego roku życia. Fotografia to dla niego... dreszcz... Na urlopie lubi wstawać bardzo rano (np. 3.30), myje się, ubiera, bierze aparat i wychodzi, ale może pojechać na pole, stać tam przez parę godzin i nawet nie wyjąć tego aparatu z torby. Zapamiętuje każdy kawałek krajobrazu, choć nie sądzi, że ma pamięć fotograficzną i - uwielbia aparaty analogowe, cyfrowe - jego zdaniem - są złodziejem czasu. Swoje zapiski z Mazur prowadzi regularnie od wielu lat, siada w fotelu i patrzy i patrzy i patrzy... woli fotografować ptaki niż ludzi, bo żaden z nich mu jeszcze nie powiedział: "ja tak nie wyglądam"...
Joanna i Andrzej,
czyli... swoją drogą Dwoje Gustów powołali do życia Doświadczalną hodowlę piranii zimnolubnych, bo:
Ona: ... ciągle się kłócimy
On: ... ona jest architektem, a ja aktorem
Ona: ... razem jest raźniej... czy się osiąga sukces...
On: ... czy zdobywa porażkę...
Ona: ... a jak tak sobie chodzimy i robimy te zdjęcia, to ze sobą w ogóle nie gadamy...

nie - wesołe miasteczko było tu od zawsze.

Najstarsi mieszkańcy przypuszczali nawet, że było tu jeszcze wcześniej.
Niektórzy pamiętali doskonale,
że kiedy przybyli tu dźwigając jutowe worki i tekturowe walizki
- zastali właśnie to... nie - wesołe miasteczko
W półcieniu i w półdrżeniu nie-wesołego miasteczka
mieszka także karuzela,
w której szeleście - jeśli się dobrze nachylić -
można usłyszeć zaklęte śmiechy dzieci...

Zwierzęta z karuzeli
przez lata i zimy przyglądały się,
jak mijający je mieszkańcy sadzą pierwsze drzewa,
pieką pierwsze chleby, śpiewają pierwsze kolędy,
posyłają pierwsze dzieci do szkoły


Konie uśpione,
uwięzione pod kołdrą śniegu i prętami niedostępu
śniły o ciepłych promieniach słonecznych,
o małych rączkach i rumianych policzkach
tulących się do lśniących szyi


Dokąd biegły i do kogo się uśmiechały
zapamiętane w swojej barwie,
skazane na siebie, "dumne i blade"
samopodziwiające się i samonienawiedzące się - trzy ko...


Diabelski młyn
miał nieograniczoną cierpliwość i wieczną gotowość
- byle tylko móc się zakręcić, zaskrzypieć, zakołysać, zabłękitnieć, zaistnieć...
Być może niekompletna lista nierealnych przedmiotów,
które Andrzej T. Żak pozostawił był (gdzie? kiedy?) podążając za... białym psem:


wszystkie przedmioty i odbicia twarzy
spoczywające na dnie jeziora
między drewnianym pomostema wodorostami



trochę śmieszny, trochę straszny
fragment nietajemniczej historii
wydrukowany na dwóch stronach otwartej właśnie książki
i wysłuchany przez sennego białego psa...

woń niefrancuskich perfum
uwięziona między zmęczonym blatem
a przysuniętym doń oparciem krzesła

młynek,
a w nim
trzy ziarenka kawy pistacjowej,
w tym jedno zmielone do połowy

odcisk dłoni
na puszystej sierści bezczelnego kota,
który wyleguje się jednocześnie
to tu to tam...

lusterko dwustronne
(z jednej strony odbijające obraz rzeczywisty,
z drugiej powiększony),
które wpadło do jeziora
i odbiło w rozmiarze rzeczywistym
opadającą mgłę

a miasteczko i tak było wszędzie... (js)